Byłbym zarozumiały twierdząc, że komuś o mnie chodziło i dlatego ten ktoś, robi mi cokolwiek na złość. Jak bardzo musiałbym być zarozumiały, żeby coś takiego twierdzić? Jednak, żebym się mylił tak twierdząc, musiałbym mylić się w kwestii robienia mi na złość. A tu fakty wykluczają pomyłkę. Robienie na złość może mieć inne przyczyny, niż chęć dokuczenia mi?
Teoretycznie tak. Jeśli stanowię przeszkodę, zagradzam komuś drogę do jego celu, albo ktoś zechce mnie czegoś pozbawić, coś odebrać. Owo coś, może też dla kogoś stanowić przeszkodę w uzyskaniu dostępu do mnie. Gdyby to o mnie chodziło, musiałby istnieć ku temu jakiś powód. Jednak żadnego nie umiem wskazać.
No dobrze, mogę nie znać powodu. To jeszcze nie dowód, że go nie ma. Może więc postąpić w myśl zasady; masz i odwal się? Można spodziewać się zaskoczenia wywołanego takim posunięciem. I co z tego wynika? Zastosowany manewr, zgodnie z oczekiwaniem, zaowocował dezorientacją. I wykazał coś, czego ktoś robiący mi na złość nie przewidział.
Początkowo, też tego nie przewidywałem. Przez pewien okres czasu, zajmowałem się obroną tego czegoś. To było zbędne marnowanie czasu. Należało dużo wcześniej zrobić masz i odwal się. Dezorientacja i tak byłaby duża, a mój czas, mógł być wykorzystany na coś przyjemniejszego od zwalczania czyichś idiotycznych zagrywek. Tym sposobem, na jakiś czas, pozbawiałem kogoś ochoty do dalszej gry. Albo całkowicie.
Teraz wezmę pod uwagę moment, w którym wyrwane mi coś, ma dać komuś dostęp do mnie, jakąś przewagę nade mną. W tym wariancie, też nie umiem wskazać motywu działania. I zakładam, że jakiś, choćby nawet idiotyczny - jest. Ten ktoś, musiałby mieć niezachwianą pewność, że będę uparcie starał się utrzymać zagrożony punkt. Ten ktoś, miał powody tak właśnie sądzić.
I sądził, bo inaczej, wrogie poczynania, straciłyby sens. Tym samym, ten ktoś liczyłby na utrzymanie kontaktu ze mną, choćby nawet na wojennej ścieżce. Oczywiście, gdyby to o mnie chodziło. Gdyby to wyłącznie o mnie chodziło, pozbawiony obrony punkt, przestałby mieć jakiekolwiek znaczenie. Gdyby chodziło wyłącznie o atakowany punkt, nawet po mojej rezygnacji z jego obrony, powinno być mu okazywane duże zainteresowanie.
Zainteresowanie zmalało wyraźnie, po moim manewrze z zaprzestaniem obrony. To może nie jestem zarozumiały i kilka moich ocen rzeczywistości jest w zgodzie z prawdą? Przy tym wszystkim, dręczą mnie wątpliwości. Co mi z tego, jeśli wszystkie oceny związane z tą sprawą są słuszne, kiedy dotyczą niekorzystnej dla mnie sytuacji? W tym miejscu przerywam swoje rozważania na ten temat. Może jeszcze do tego tematu wrócę.
Teraz wezmę pod uwagę moment, w którym wyrwane mi coś, ma dać komuś dostęp do mnie, jakąś przewagę nade mną. W tym wariancie, też nie umiem wskazać motywu działania. I zakładam, że jakiś, choćby nawet idiotyczny - jest. Ten ktoś, musiałby mieć niezachwianą pewność, że będę uparcie starał się utrzymać zagrożony punkt. Ten ktoś, miał powody tak właśnie sądzić.
I sądził, bo inaczej, wrogie poczynania, straciłyby sens. Tym samym, ten ktoś liczyłby na utrzymanie kontaktu ze mną, choćby nawet na wojennej ścieżce. Oczywiście, gdyby to o mnie chodziło. Gdyby to wyłącznie o mnie chodziło, pozbawiony obrony punkt, przestałby mieć jakiekolwiek znaczenie. Gdyby chodziło wyłącznie o atakowany punkt, nawet po mojej rezygnacji z jego obrony, powinno być mu okazywane duże zainteresowanie.
Zainteresowanie zmalało wyraźnie, po moim manewrze z zaprzestaniem obrony. To może nie jestem zarozumiały i kilka moich ocen rzeczywistości jest w zgodzie z prawdą? Przy tym wszystkim, dręczą mnie wątpliwości. Co mi z tego, jeśli wszystkie oceny związane z tą sprawą są słuszne, kiedy dotyczą niekorzystnej dla mnie sytuacji? W tym miejscu przerywam swoje rozważania na ten temat. Może jeszcze do tego tematu wrócę.
Miałem rację. Pozbawiony obrony punkt przestał mieć znaczenie dla kogoś robiącego mi na złość.
OdpowiedzUsuń