Parę dni temu zmarł jeden z moich znajomych. Dowiedziałem się o tym chyba w dniu pogrzebu. Tak mi się przynajmniej wydaje. Nadużywał alkoholu. Był uzależniony. I to przyczyniło się do jego śmierci, choć jeszcze mógłby żyć. Obiły mi się o uszy plotki, że gdzieś się pobili, że dostał nożem. Inna wersja była taka, że zmarł na zawał serca. Po śmierci, a może jeszcze za życia, śmiali się z niego, bo mu pijanemu z nóg zdjęli buty. Z ostatnich informacji, wynikałoby, że zamarzł. Jeśli ta wersja jest prawdziwa, a buty zdjęli mu wtedy z nóg, to mózg się lasuje. Im nie. Anioły wcielone! Tłumaczono mi z kim wtedy pił, ale nie nie mam pewności, czy dobrze zrozumiałem. Uważam, że ktokolwiek zostawił go pijanego powinien z tego powodu ponieść karę. Alkoholik to też człowiek.
Ostatnio odeszło więcej moich znajomych. Dwóch umarło na raka. Poniekąd przyczyniła się do tego sama niedołężna służba zdrowia, obezwładniona kretyńskimi obostrzeniami. Ile osób zmarło nie mogąc dostać się do lekarza z powodu innych chorób jest dla mnie niewiadomą. Ale na pewno będzie ich więcej, niż tych z koronawirusem. I znowu nie wiadomo ilu osobom przypisano nowego koronawirusa pomyłkowo, ani ilu celowo, a liczę się z tym, że tak też mogło być. Zastanawiam się, jakie mam szanse na przeżycie, w przypadku zawału serca, ataku wyrostka, czy też innych groźnych chorób, niebędących koronawirusem, a to wszytko jest realne i mysli związane z tym nie mogą być wesołe.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz